Przedślubne koszmary

Ślub to wielkie wydarzenie w życiu każdego człowieka. Ślub to wyzwalające wiele emocji wydarzenie w życiu każdej przyszłej Panny Młodej. Z racji tego, że od pewnego już czasu należę do tego elitarnego grona, dopadają mnie związane ze ślubem skrajne emocje. Zwykle jest to niczym niewyjaśniona euforia i pragnienie, by ślub był już faktem, a nie okolicznością, na którą wciąż czekam. Zdarza się jednak, że dopada mnie skrajna depresja i katastrofalne wręcz wizje. Opowiem Wam, drodzy czytelnicy weddblog.pl o jednej z ich.

Nie tak miało być…

Ranek, dzień ślubu. W domu wszyscy poddenerwowani, a najbardziej oczywiście ja – czyli Panna Młoda. Zerkam na zegarek, zerkam też niecierpliwie przez okno. Czas niemiłosiernie upływa. Godzina dziewiąta rano dawno już minęła, a wraz z nią umówiona wizyta u fryzjera. Powodem całego zamieszania jest brak fotografa, który nie zjawił się u mnie o ustalonej, porannej godzinie. Poruszenie w domu robi się coraz większe. Mama nalega, bym poszła z nią do fryzjera i nie przejmowała się nieobecnością fotografa. Wszystkie sceny na swojej taśmie uwiecznia oczywiście w międzyczasie kamerzysta. Czas płynie dalej. Fotografa brak, a fryzura na mojej głowie to jak na razie niedbale spięte na czubku głowy włosy, coś a la Mała Mi. O godzinie 10:30 przyjeżdża makijażystka. Wyciąga z torby swoje skarby i nakłania mnie do tego bym usiadła na taborecie. Protestuję mówiąc, że nie poddam się żadnym zabiegom bez obecności fotografa. Wszystkie momenty przygotowań muszą być przecież uwiecznione na ślubnym reportażu! Czas biegnie dalej. Ja, bez fryzury i bez makijażu biegam po domu w swojej ślubnej sukni. Wracam do swojej sypialni i tam rozpuszczam swojego nędznego koka. Włosy opadają kaskadą  niesfornych loków na ramiona. „Nie jest źle” – myślę sobie. Zabieram się za makijaż. W międzyczasie szukam swoich ślubnych butów. Nie potrafię przypomnieć sobie, gdzie je zostawiłam, skutkiem czego przechadzam się po domu w swoich domowych pantoflach. Wracam do sypialni i dokańczam makijaż. W momencie, gdy chcę nałożyć tusz na rzęsy, rozlega się dzwonek do drzwi. Zbiegam zdyszana (loki już trochę się rozprostowały, ale nie przejmuję się tym zbytnio…) i otwieram. W drzwiach domu stoi Pan Młody w garniturze i z bukietem w dłoni, ale bez koszuli. Wracam do swojej sypialni by dokończyć malowanie nieszczęsnego lewego oka, ale z dołu docierają do mnie nawoływania rodziny, że spóźnimy się na mszę. Zrezygnowana, z niedokończonym makijażem, wychodzę z domu.

W kościele kroczymy razem do ołtarza. Pan Młody znalazł cudem jakąś koszulę, ja wskoczyłam w jakieś jasne buty – ogólnie rzecz biorąc, wyglądamy dość dobrze i w miarę spójnie. Podczas składania przysięgi małżeńskiej zaczynam bardzo się denerwować skutkiem czego nie potrafię nic powiedzieć. Kolejny obraz jaki do mnie dociera to to, jak w zakrystii podpisujemy dokumenty. Na stwierdzenie „Że przecież nie przysięgaliśmy sobie” otrzymuję informację, „Nic nie szkodzi. Wystarczy, jak podpiszecie papiery”.

Tak kończy się mój sen. Kiedy obudziłam się, byłam przerażona, ale także szczęśliwa, że to czego byłam świadkiem i uczestnikiem to tylko koszmar senny.

A Wy drogie przyszłe Panny Młode, miewacie przedślubne koszmary?

zdjecia

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *