Moja próbna fryzura ślubna

W tej notce chcę się z Wami, drodzy czytelnicy Weddblog.pl, podzielić własnymi wrażeniami z próbnej fryzury ślubnej.

Jeśli chodzi o ślubne uczesanie, to miałam w tym temacie niezłą zagwozdkę. Pomysłów miałam bowiem mnóstwo, jednak żaden nie wydawał mi się wystarczająco dobry. Po wielu tygodniach poszukiwań i rozmyślań, w końcu udało mi się znaleźć kilka fryzur, z których biorąc po trochu z każdej, przy odrobinie wyobraźni można było stworzyć tę jedyną i wymarzoną. Na próbną fryzurę wybrałam się półtora miesiąca przed ślubem w tym samym dniu, w którym wykonano mi próbny makijaż. Fryzjerka ochoczo zabrała się do pracy i po mniej więcej godzinie na mojej głowie pojawiła się fryzura, którą sobie wymyśliłam.

Nie wchodząc specjalnie w szczegóły, moje włosy zostały lekko podpięte, z jednej strony zebrane we francuski warkocz, z drugiej natomiast ułożone w eleganckie loki. Typowy przykład asymetrycznej fryzury. Dodatkowo fryzjerka pokazała mi, w jaki sposób wepnie w dzień ślubu w moje włosy wszystkie dodatki. Ogólne wrażenie jakie wzbudziła we mnie zaproponowana fryzura było bardzo pozytywne. Fryzura nie postarzała mnie (co w przypadku ślubnych uczesań jest raczej rzadkością) i bardzo dobrze komponowała się z makijażem. Niedogodności pojawiły się jednak dopiero kilka godzin później.

Fryzurę próbną miałam gotową około godziny 16. Od tego momentu do czasu, kiedy kładłam się spać (czyli do około godziny 0:00) fryzura nie powinna w najmniejszym stopniu ucierpieć – w końcu to zaledwie 8 godzin. Pierwsze spostrzeżenia, że coś jest nie tak pojawiły się już około godziny 21. Zauważyłam, że warkocz lekko się obluzował, a niektóre loki uległy rozprostowaniu. W dodatku asymetryczna fryzura wyzwalała u mnie odruch zakładania niespiętych z jednej strony włosów za ucho, co dodatkowo przyczyniało się do niszczenia fryzury. Podsumowując – wybrana przeze mnie fryzura, w szklarniowych warunkach (bo w końcu ani specjalnie w domu nie tańczyłam, ani nie nadwyrężałam uczesania) nie przetrwała.

Podkreślić muszę, że na wszystkie zabawy, czy to karnawałowe, sylwestrowe czy też studniówkę wybierałam zawsze spięte fryzury. Nie zdawałam sobie wówczas sprawy z tego, jak bardzo są one wygodne. Upięta fryzura raczej nie powinna się samoistnie rozplątać. Spięte włosy nie grzeją w szyję i ramiona. Podczas tańców i zabaw – nie czarujmy się, skóra się poci, a to dodatkowo przyczynia się do rozprostowywania się mizernie ułożonych loków.

Jeśli więc chodzi o moją próbną fryzurę ślubną, to cieszę się, że zdecydowała się ją zrobić. Gdybym postanowiła zaoszczędzić te kilkadziesiąt złotych, przypłaciłabym to najpewniej tym, że moja ślubna fryzura po kilku godzinach zabawy nie przypominałaby już w żadnym wypadku swojego pierwotnego stanu. Każdej Pannie Młodej polecam próbną fryzurę zwłaszcza, jeśli mają to być rozpuszczone lub delikatnie podpięte włosy. Jeśli chcecie przekonać się, czy fryzura przetrwa wielogodzinną zabawę, tylko decydując się na fryzurę próbną jesteście to w stanie sprawdzić. Ja swoją przetestowałam i dzięki temu mam pewność, że chociaż czułam się w uczesaniu dobrze, to nadaje się ono na popołudniową herbatkę. Na szaleństwa zabawy weselnej muszę zdecydować się natomiast na coś zdecydowanie trwalszego.

zdjecia

One comment on “Moja próbna fryzura ślubna
  1. Sandra napisał(a):

    Czyli jednak lepiej zainwestować te parę złotych więcej, a „przećwiczyć” ten, jakże ważny element Wielkiego Dnia! Trzeba tylko wybrać odpowiedni dzień, żeby nie zdradzić się przed Narzeczonym no i nie widziało Cię zbyt dużo osób – jestem zwolenniczką niespodzianki:)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *